czwartek, 3 listopada 2011

nastrój znany, acz chyba niezbyt lubiany: jesienne dno, sezonowa deprecha, przejściowy stan kryzysowy, opadają mi liście, wstaję-ciemno-wracam z...-ciemno, o nie! muszę ruszyć ręką!, butelka-czerwonego-i-dam-radę, gdzie-jest-moja-kaseta-portishead?, chciałbym-być-niedźwiedziem... no właśnie. dzisiaj to Zdzisio ma muchy w nosie, bo zaraz zapadnie w tę przereklamowaną hibernację i tyle go ominie! listopadowe zapuszczanie wąsa, igraszki w śniegu, fajerwerki, narty, a może nawet tropikalne wakacje, które jak wiadomo trzeba wykonywać zimą, wieczory w podwójnym swetrze i mega skarpetach z książką. Zdziś to wszystko przechrapie i może przynajmniej mu się przyśni. a my codziennie rano, po omacku szukając guzika od lampy wciąż będziemy marzyć o jego chrapaniu :)

1 komentarz:

  1. och, świnta prawda Dzy. rozmarzony Marzen

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy